Życie zaczyna się po czterdziestce

Wpisy

  • poniedziałek, 19 lutego 2018
    • Rower

      Zepsuł mi się wczoraj rower. Po drodze do pracy.Czułam, że to tylne koło jakieś takie niedopompowane i nawet pomyślałam, że powinnam pożyczyć pompkę i je dopompować, ale nie zdążyłam. Flaczek. 3 kilometry przed pracą. Co tu zrobić? Przypięłam go przed przystankiem autobusowym i ruszyłam pieszo do pracy. Czterdzieści minut. Niby niedużo, ale zwykle wyjeżdżam na styk, nie lubię do pracy godzinę naprzód wychodzić. Kwadrans starcza, aby się przebrać i wypić bardzo niedobrą kawę z automatu. Zdążyłam do pracy tylko dlatego, że dzisiaj wyjechałam wyjątkowo wcześniej, aby zajechać do polskiego sklepu po kaszę gryczaną i ogórki kiszone... 


      Najgorsze, że rower został sobie jakieś 7 kilometrów od domu i jak go tu przytargać? Zgadałam się z koleżanką, która ma pojazd czterokołowy i może się uda go we wtorek zapakować tam i przywieźć. Trzymajcie kciuki. Potem poproszę pana, którego staram się usilnie zapomnieć, a się nie udaje o pomoc, bo umie. Wprawdzie skrzywił się nieco na wieść, że to tylne koło, ponoć to gorzej, nie wiem dlaczego? Są tu oczywiście sklepy rowerowe, a także różne punkty usługowe, które takie dziurawe dętki wymieniają, ale za 30 euro. Nie bardzo się to opłaca, bo ja za rower dałam 50 euro. Trochę nawet przepłaciłam, bo generalnie niewyglądający jest. To już bym wolała coś dołożyć i kupić następny niewyglądający. 

       

      Rower to jest tu absolutna podstawa komunikacji, jeżdżą wszyscy. W dodatku od grudniowej zmiany rozkładu jazdy w ogóle mi nie pasuje autobus. Wolę rower. 25-30 euro w kieszeni tygodniowo. Jeżdżę sobie do pracy i na zakupy. Nawet jak tam gdzieś jadę autobusem do miasta to często podjeżdżam rowerem. Od czasu jak się przesiadłam na dwukołowiec w ogóle nie byłam chora. I działa na mnie odstresowująco, bo przez 40 minut jakie zajmuje mi czas dojazdu, przerabiam sobie wszystkie problemy świata i własne i wracam odprężona. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      czterdziestkaa
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 19 lutego 2018 10:22
  • sobota, 17 lutego 2018
    • Zazdrość

      Weronika to jedna z moich koleżanek, młodsza ode mnie ze 20 lat. Starannie do mnie mówi : proszę pani, mimo że tu wszyscy są do siebie po imieniu. Dziwna trocha, nie wiem, czy brak jej dwóch klepek, czy może coś bierze, a może to pokolenie Z czy jakoś tak, urodzone ze smartfonem w ręku? Nie wiem, jakaś taka bezpłciowa...

       

      No ale ma jedną zaletę: ma 21 lat i jest młoda. Usłyszałam dzisiaj wymianę zdań między nią i Danielem i cały mój spokój odszedł w siną dal. On obiecał jej napisać, ona mu przypominała, żeby się postarał. Zupełnie niepotrzebnie zepsuło mi to cały dzień. 

       

      Trochę dlatego, że ja go o coś zapytałam przed południem i nie odpowiedział. Weronice na pewno nie zapomni napisać...

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Zazdrość”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      czterdziestkaa
      Czas publikacji:
      sobota, 17 lutego 2018 22:22
  • niedziela, 11 lutego 2018
    • Czy to przyjaźń czy kochanie?

      Odbyłam z Danielem 2-godzinną rozmowę. Odbyła się ona na jego prośbę. Stwierdził, że musimy sobie wyjaśnić sytuację z zeszłego poniedziałku. Myślałam, że to pożegnanie, zwłaszcza, że on odchodzi z pracy. Kupiłam jego ulubione wino. Nie przyszedł jednak, bo w Holandii nastąpiła katastrofa narodowa, czyli spadło jakieś pół milimetra śniegu i nie dojechał.  Najpierw przełożyliśmy spotkanie na następny dzień, a potem zadzwonił.  Zapytał mnie od razu na wstępie, czego oczekuję.  „Niczego”: chciałam rzucić fochem. Powiedziałam jednak, że chcę wiedzieć na czym stoję: jesteśmy razem czy nie jesteśmy i mogę się czuć swobodnie? Przeprosił mnie za swoje zachowanie z niedzieli, stwierdził, że on już taki jest. Ja na to, że poczułam się bardzo źle. Zaproponował przyjaźń. Ale nie taką przyjaźń, jaką ci oferuje były już facet w nadziei, że dasz już mu spokój. To ma być przyjaźń, aby się lepiej poznać. On nadal boi się sytuacji, w której jak się będzie starał to potem i tak z tego nic nie wyniknie. Trochę go rozumiem, ale dla mnie to nadal wymówka. 

       

      Daniel zaproponował, że mam mu założyć konto oszczędnościowe i on będzie mi wpłacał pieniądze z przeznaczeniem na leczenie zębów. Po czym w sobotę przelał mi 50 euro.  Mam mu nie wypłacać pod żadnym pozorem. Zapytał też, czy pójdę z nim do tego dentysty. Ja mu się z kolei przyznałam ile mam długów i ile spłaciłam. Głupio mi, że to wszystko to moja głupota, bo poszła na spłatę poprzednich kredytów, a on spłacał ciężką pracą komornika, którego miała jego zmarła mama.

       

      Teraz nie wiem, czy dobrze zrobiłam, ale zgodziłam się na tę przyjaźń.  Przyjaźń nie będzie podejrzewam czysto platoniczna, bo już usłyszałam, że seks ze mną jest fantastyczny i w łóżku jestem zajebista. Kurcze, chociaż w czymś jestem niezła ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Czy to przyjaźń czy kochanie?”
      Tagi:
      Autor(ka):
      czterdziestkaa
      Czas publikacji:
      niedziela, 11 lutego 2018 11:01
  • poniedziałek, 05 lutego 2018
    • Jutro

      Dzisiaj zrobiłam sobie dzień leniuszka i cały dzień wygrzewałam się w łóżku w piżamce, bez makijażu i w okularach. Byłam zmęczona po pracowitej bardzo niedzieli, obolała i zmęczona. W dodatku czułam, że zbliża się przeziębienie. M. poczęstowała mnie czymś mocnym na rozgrzewkę, bo na gorący prysznic nie ma co u nas liczyć. Znaczy woda jest, nawet bardzo gorąca, ale tylko chwilę. Da się od biedy umyć, ale wygrzać już nie. 


      Jutro niestety trzeba będzie już pójść do pracy. Niestety, bo spotkam Daniela. Z tego co mówił, jego widok będzie mnie męczył jeszcze jakieś 2 tygodnie. Potem kończy mu się umowa z agencją i nie zamierza jej przedłużać. Nie wiem: udawać, że go nie widzę, czy grać obrażoną księżniczkę? Ja chyba ciągle w głębi serca liczę, że on zmądrzeje i do mnie wróci. Rozsądnie jednak tłumaczę sobie, że on tego nie chce, woli być sam, a po ostatniej akcji stracił do mnie zaufanie. Ciągle mi przecież powtarzał, że trudno mu zaufać. Może i dobrze, że się zwalnia, bo ja na razie niestety nie mogę sobie na to pozwolić. Muszę sobie odłożyć na jakiś pokój, a to nastąpi jak spłacę przeterminowane długi. Mam wypowiedzianą kartę kredytową, 3 raty kredytu, nieopłacone rachunki za polski telefon, z którego i tak nie korzystam i takie tam różne zobowiązania. Może w kwietniu wyjdę na prostą. A i tak najpierw muszę oddać dług bratu. Chciałam sobie dorobić i ogłosiłam się na lokalnym serwisie, że chętnie komuś prywatnie posprzątam mieszkanie, ale poza facetem, który chciał mi zapłacić 50 euro za godzinę masowania nikt się nie odezwał. Szkoda, bo znajoma M. dorabia ponoć w ten sposób 100-120 euro dziennie. Parę takich dniówek i byłabym do przodu.

       

      Szkoda tym bardziej, że miałabym czym zająć umysł w wolne dni. Poza internetem nie mam tu żadnej rozrywki. Ciągle sobie obiecuję, że będę się uczyć języków, ale jakoś zapał mi mija po paru razach. Nie czytam też prawie wcale, bo nie mam tu za wiele książek. Może jak stanę na nogi kupię sobie Kindle... Aż wstyd jak się tu zapuściłam. Uchodziłam kiedyś za inteligentną. A gdzie wylądowałam? Myję kible w jakimś hotelu zagranicą. To oczywiście wszystko moja wina, to ja narobiłam tych długów. 

       

      kiedy poznałam Daniela myślałam, że spotkałam kogoś w kim znajdę oparcie. Któremu będę się mogła zwierzyć. Są takie sprawy, o których nikt nie wie. Niestety źle wycelowałam... Znowu jestem sama... To boli...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Jutro”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      czterdziestkaa
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 05 lutego 2018 20:20
  • piątek, 02 lutego 2018
  • wtorek, 30 stycznia 2018
    • Nie nadążam

      Niedzielę spędziłam pracowicie- zmieniłam ileś tam dziesiąt łóżek, wróciłam o wpół do jedenastej wieczorem i taka byłam zmęczona, że w poniedziałek wstałam dopiero o dziesiątej. Nie było zbytnio czasu na myślenie. Poniedziałek miałam wolny. Smażyłyśmy z M pączki. Znaczy M smażyła, ja asystowałam. Piłyśmy wino, gadałyśmy i w ogóle było bardzo przyjemnie. Prawie już zapomniałam o Danielu kiedy właśnie zadzwonił. Najpierw pomyślałam, że mu się przez pomyłkę coś włączyło i nie odebrałam. Zadzwonił drugi raz, więc wyciszyłam telefon. W sumie dzwonił sześć razy, potem napisał, że mam oddzwonić. A kij mu w oko! Zaczął więc dzwonić via Messenger. Trzy razy. Nie odebrałam. Napisał, że koniecznie musimy porozmawiać, jeśli nie odbiorę to przyjedzie. Nie uwierzyłam i słusznie. Role się odwróciły, teraz to ja nie chciałam z nim rozmawiać. To nie był foch. Chciał abym mu się nie narzucała? Tylko zapomniał dodać, że to działa w jedną stronę i on może się narzucać mi. Znowu nocka nieprzespana, bo zastanawiałam się co takiego chce mi powiedzieć. 


      Zaczęłam się w końcu łamać i napisałam smsa, bo bałam się faktycznie przyjedzie i narobi rabanu, ale nie dowiedziałam się nic ponad to, że on wie o czym chce rozmawiać i że i tak mi powie, tylko później. 

       

      Dlaczego nie chce mnie zostawić w spokoju?

       

      Ps: może zacznę pisać scenariusze do telenoweli? Byłby hit heh

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Nie nadążam”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      czterdziestkaa
      Czas publikacji:
      wtorek, 30 stycznia 2018 20:55
  • niedziela, 28 stycznia 2018
    • Pierwszy dzień reszty mojego życia

      Wstałam dzisiaj w znacznie lepszym nastroju, choć nadal nie czuję się zbyt dobrze. Chyba jednak jakoś przeżyję tę znajomość. Agonia jednak trwała trochę dłużej, bo tego samego wieczoru, kiedy zarzucił mi kłamstwo o północy napisał, że chce się spotkać i wyjaśnić. Rozmowa w cztery oczy to jednak nie to samo co na FB. Ok, choć na początku się żachnęłam; chce rozmawiać z kłamczuchą, o czym? Przyjechał w końcu po 2 dniach. Wyglądał na bardzo, ale to bardzo zmęczonego. Tm bardziej doceniłam, że jednak się chciało mu do mnie jechać. Powiedział do mnie czule "ty krętaczko", porozmawialiśmy i zaproponował, że przyjedzie do mnie nazajutrz. OK. Porozmawiamy. Nazajutrz jednak okazało się, że to nie jest zmęczenie tylko ma grypę. Wszystko było normalnie dopóki wieczorem nie napisałam mu wiadomości jak się czuje. No i zaczęło się. Chce być sam i nie chce aby się ktoś o nie go martwił. OK. Dobił moje serce i napisałam mu żegnaj. Tym razem będę konsekwentna. Został tylko popiół i nauczka...

       

      Kiedy więc rano wstałam na śniadanie dziwiłam się, że aż tak dobrze zniosłam ostatnie dni. Zaczęłyśmy wyrzucać z M. produkty które zostały w lodówce po poprzednich lokatorach. Poprzednio pozbyłyśmy się towarów, które zalegały na mikrofali oraz kosmetyków i ręczników z łazienki. Nie rozumiem ludzi, którzy wyprowadzając się nie zabierają wszystkich swoich rzeczy. Potem nie wiadomo czyje co jest i tak zalega miesiącami. W jednym słoiku odkryłyśmy koperek, na pewno po przodkach. Był też ser, z którego pleśni rosło trzecie już chyba pokolenie. Zabrałam się za mycie tych półek z takim zapałem, że aż M. mi się zapytała co mi się stało.Trzeba czym zająć umysł. Następna będzie szafa u mnie w pokoju, bo znowu mam tam groch z kapustą.

       

      Dzisiaj jest pierwszy dzień reszty mojego życia. Mam zamiar dobrze te życie spędzić. Ze sobą. Na razie wyleczyłam się z wszystkich facetów. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Pierwszy dzień reszty mojego życia”
      Tagi:
      Autor(ka):
      czterdziestkaa
      Czas publikacji:
      niedziela, 28 stycznia 2018 11:24
  • środa, 24 stycznia 2018
  • wtorek, 23 stycznia 2018
    • Głupota wrodzona

      Przeprosił. Ponoć prosto ode mnie pojechał do jakiś znajomych na urodzinowego drinka. Drink okazał się być z extazy i wyłączyło go to na resztę wieczoru. Nie był w stanie odpisać, a naprawdę miał zamiar wrócić. Zapytał, czy może podjechać po książkę, bo ma zamiar przeczytać. Ponoć był w lekkim szoku na jaki temat był, bo zapomniał, że mi mówił. Ja takich rzeczy nie zapominam. Pozwoliłam. Wyciągnęłam książkę ze śmieci, zapakowałam na nowo. W końcu książka niewinna. Przyjechał. Znowu się nie wyspaliśmy... i bądź tu kobieto twarda. Tym razem zostawił u mnie plecak, ładowarkę, koszulkę i szczoteczkę do zębów. Rozmawialiśmy. Powiedział mi, że nie może mi się oprzeć...


      Głupia się urodziłam i głupia umrę chyba. Może jednak tak od razu nie przejmować się każdą głupotą? I więcej egoizmu. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      czterdziestkaa
      Czas publikacji:
      wtorek, 23 stycznia 2018 14:38
  • sobota, 20 stycznia 2018
    • Samotność

      Hmmm Daniel był u mnie. Przyniósł wino. Przyszła potem moja współlokatorka, więc to nie była randka. Prezent jaki mu kupiłam obejrzał, stwierdził pół żartem, że wolałby ebooka, bo ma za dużo książek i na końcu go zostawił. Niby, że wróci jeszcze. Nie wrócił. Znowu pewnie mu dwa słowa napisałam potem za dużo, bo teraz cały dzień milczy. Znowu się wystraszył plotek czy coś. Taka byłam zła, że książkę wyrzuciłam w nocy do śmieci. Mam zamiar się do niego nie odzywać. Na razie chyba dam sobie spokój z facetami, bo to nie jest coś co mi wychodzi. Muszę zająć się pracą i zarabianiem, bo banki do mnie piszą, firmy wzywają do zapłaty, ciągle z czymś zalegam i o tym powinnam myśleć. Tylko o tym.

       

      Znowu się jednak okazało, że zrezygnowałam z czegoś dla niego, ale oczywiście niepotrzebnie. Wczoraj bowiem była u nas impreza integracyjna dla całego zespołu i wyszłam wcześniej, aby się z nim spotkać. Trzeba go było olać.

       

      Następnym razem jak mi się zapyta, czy mam ibuprom powiem, że to nie apteka. Trzeba o sobie myśleć, bo nikt więcej się o mnie nie zatroszczy taka jest prawda.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Samotność”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      czterdziestkaa
      Czas publikacji:
      sobota, 20 stycznia 2018 18:10